poniedziałek, 30 września 2013

Nowy rodzaj macierzyństwa.

Już jutro. Budzik zadzwoni o 6.00 rano i trzeba będzie wstać, umyć sobie włosy, w kuchni zrobić śniadanie i.... kanapki do pracy. Mleko w słoiczek na poranną kawę...

Kurczę... już zapomniałam jak to było! Teraz na pożegnanie, oprócz męża, będę całować jeszcze śpiącą córeczkę. Cud, na który tyle czekaliśmy. Z którą świat nie jest już taki sam, mimo, że niby wracamy do "starej normalności".

A może przyjdzie na nowo trudny czas, bo będzie trzeba wszystko przygotować zawczasu. Nie będzie, że rano jakoś wszystko ogarnę. Trzeba będzie co najmniej dzień wcześniej wymyślić i zrobić obiad dla Małej i dla nas...

Trzeba będzie w tym krótkim czasie po powrocie do pracy nacieszyć się dzieckiem, posprzątać, zrobić zakupy i inne niezbędne rzeczy. I jak to się uda? Czy się uda?
O dziwo nie boję się rozstania, tego jak tu sobie z Poziomką poradzą... Boję się tylko nowej organizacji...

Chyba w to nadal do końca nie wierzę, że już jutro o tej porze to będę... PO PRACY! :)


...a wczoraj to robiliśmy na obiad pizze. I dla Zuzi był specjalny kawałek... :))


2 komentarze:

  1. Czekam z niecierpliwością na wpis po jutrzejszym dniu. Jestem pewna, że dasz sobie ze wszystkim radę... że dacie sobie radę.

    OdpowiedzUsuń