czwartek, 23 sierpnia 2012

To ile to jeszcze?

No kto? Kto wie ile to jeszcze? Kiedy trzeba mnie będzie wieźć na porodówkę? Wolę o tym nie myśleć, ale w końcu stanie się. Ciągle boję się czy teraz czegoś nie przegapiam.... Czy czymś się powinnam niepokoić, z czymś zgłosić się na izbę przyjęć, a tego nie robię....  Brzuch mi w sumie dość często twardnieje, ale tylko na chwilę - więc biorę to za skurcze przepowiadające - choć ciągle żaden z nich nie boli. Więc tak czekam.  Czekamy.
M. już bardziej niecierpliwy - przemawia Bąbelkowi do rozsądku, żeby jednak już zawitał tu do nas - choć może nie będzie to dla niego wcale przyjemne bo tak uroczym i bezpiecznym mieszkanku jak ma teraz :)
Mi spieszy się o tyle mniej, że będę musiała osobiście przeżyć ten poród... i pobyt w szpitalu :P

Staram się po prostu o tym nie myśleć.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Czterdziestka.

Dziś zaczynamy 40. tydzień. Czterdziesty!!!! Czyli już naprawdę bardzo, ale to bardzo blisko..... Ja naprawdę tego sobie nie uświadamiam.... Wiem, że blisko, ale że aż tak?
I wciąż - i chcielibyśmy i boimy się. Zmęczenia, niechęci, złości.... Znudzenia i braku miłości.... Ale czy można na podstawie czyjegoś dziecka ocenić jak będzie z własnym?   Chyba na szczęście nie!!!!! :)

Nasz Bąbel... Bąbelek... Bombcio.....

piątek, 17 sierpnia 2012

Nadzieja.

Minęły pochmurne, zimne i deszczowe dni. Znów pokazało się słońce i uśmiecha się do nas!!!! :) Naprawdę na mnie to działa jak bateria - jestem uzależniona od słońca!!!

I od razu jakoś tak się optymistyczniej zrobiło. Znów z wielką radością czekam na dzidziusia - mniej we mnie lęku i strachu.... Znów chodzę wokół łóżeczka i wyobrażam sobie jak leży tam dzidzi.

Nawet jak trochę popłacze... Poradzimy ;-)   

czwartek, 16 sierpnia 2012

Noc.

Ostatnio jakoś najgorsze są noce i wieczory. Boję się ich. Najchętniej gdzieś bym wybywała i wracała już zmęczona, że tylko położyć się spać... Nie wiem.... czy wtedy najwięcej myśli w głowie - tu niby głowa odpoczywa po całym dniu i myśli o tym, co ją czeka....

I wtedy przypomina się poród i wszystkie szpitalne niewygody.... Czemu wydaje mi się to takie nie do przeżycia? Czemu wydaje mi się to takie krępujące?? Czemu boję się, że wyjdę o wiele gorzej niż inne matki - nie potrafiąc radzić sobie z naszym Malcem? Tak mi się właśnie ciągle w głowie przewraca......

A noc? Chyba nie chciałabym, żeby wszystko zaczęło się w nocy.... Na wpół przytomnemu trzeba by wstać, przygotowywać się do wyjazdu.... A w nocy jakoś takie wszystko straszniejsze i czarniejsze się wydaje.... I człowiek taki zmęczony..... Ja np. od razu łapie nerwa.... ;-)

A w dzień - tak jak teraz - jestem przecież o wiele bardziej świadoma, przygotowana, żeby ewentualnie... zabrać manatki i ruszyć w drogę! ;-)

Ale tak naprawdę.... Wszystko jest i tak wielką niewiadomą - i może mnóstwo osób opowiadać jak to wyglądało w ich przypadku... Dla nas i tak i tak.... będzie to wielka niewiadoma i wielka NOWOŚĆ.....

wtorek, 14 sierpnia 2012

Bez pośpiechu.

Dziś zaczynamy 39. tydzień.  A ja jakoś z tego wszystkiego nadal nawet za bardzo nie cieszę się, że już bliżej jak dalej.... Matki przecież tak bardzo nie mogą się doczekać, kiedy zobaczą wreszcie swoje Maleństwo... A ja? Cieszę się, że ono żyje, że siedzi sobie w brzuszku, że jest tam szczęśliwe....
I tak się sama zastanawiam dlaczego tak jest? I odpowiedź szybko przychodzi na myśl.... Ten strach przed szpitalem - nie przed samym porodem czy bólem, ale przed szpitalem, lekarzami.... Tym, że będę musiała tam trochę spędzić....
A po drugie? Urodzenie Malucha siostry - te narodziny miały być dla mnie nauką, a stały się w dużej części przerażeniem - że początki wcale nie są łatwe.... Już teraz na szczęście Malutka potrafi być taka fajowa i spokojna :) I na taką super się patrzy ;-)

Zastanawiam się też nad tymi pierwszymi dniami w domu.... Nad  organizacją życia, posiłków, opanowania naszego Bąbla i jego potrzeb. Jak jeździmy do mamy - widzę ten spokój siostry, która zawsze może o coś dopytać mamy, która już to przeszła x3. A poza tym... Mama dba o posiłki, dietę.... A to mega wielkie ułatwienie... Siostra może zająć się ogarnianiem córki!
I tego też się boję.... jak to wszystko będzie... Mama 28 sierpnia idzie do szpitala na drugą chemię...  Może jej nie być gdy będę rodzić, gdy wyjdę ze szpitala.... A jakoś będzie sobie trzeba radzić... I bardzo boję się tej bezradności, nieporadności i miliona znaków zapytania........

Naprawdę - sama się sobie dziwię, że tak reaguję na końcówkę tej ciąży. Ale co? Co zrobić? Nad uczuciami się ponoć nie panuje... Modlę się o pokój w sercu i o siły w przejściu tego wszystkiego. Z dnia na dzień dociera też do mnie, że bardzo zmieni się nasze życie, wiele rzeczy nie da się już robić. Wiele rzeczy zmieni swój bieg.....
Czasem myślę, że nadal nie dorośliśmy do roli rodziców - że będziemy jak dzieci we mgle, że nam się nie będzie czegoś chciało, że o czymś zapomnimy, zaniedbamy :/ Że nas po prostu to wszystko przerośnie......

Ale nic :) Jest też czas, kiedy podchodzę do tego ze spokojem ;-) W nocy mam wrażenie, że miałam taki bolesny skurcz i jakaś taka byłam pełna spokoju myśląc, że może jutro będę jechać do szpitala rodzić. Wiec może jak właściwa pora nadejdzie wszystko się we  mnie zmieni? Brzuch już mi się chyba obniżył... :) Bo że Bąbel coraz cięższy to nie mam wątpliwości już naprawdę ledwo chodzę, choć mój brzuch wygląda na 6 miesiąc!

czwartek, 9 sierpnia 2012

Przerażenie.

Pojawienie się Maleństwa u siostry miało być dla mnie dobrym wstępem do mojego macierzyństwa. Ale czy nie za mała ta przerwa? Na razie - choć coraz mniej - w mojej głowie wiele lęku połączonego z przerażeniem.
Czy dam radę nie płakać razem z dzidziusiem.....?

Siostra miała (ma?) problemy z karmieniem - myślę, że wina lezy po stronie personelu szpitalnego przede wszystkim, które zamiast pomagać przystawiać, głodnemu dziecku podawały strzykawką glukozę. I co? Po powrocie do domu - Mała chce w ten sam prosty sposób pokarm, a tu nie ma! Płacze Biedactwo z głodu, ma pod nosem pierś a nie umie ssać..... I co tu robić?? Jak pomagać?? Serce się kraje, dwa razy nie wytrzymałam i pociekły łzy z bezsilności..... Zobaczyłam i odczułam jak trudno wytrzymać płacz dziecka, na który nie bardzo można poradzić!!!!! A tu... trzeba być silnym i wytrwałym, bo podając butelkę po prostu przegrywasz.......



Ale na szczęście jest coraz lepiej :) różnymi to sposobami dziewczyny uczą się siebie i karmienie jest coraz dłuższe i owocniejsze. A siostra łapie odwagę póki co mieszkając z Mężem i Mała u mamy.




Ja więc powoli dochodzę do siebie, po pierwszym szoku, gdy nie wiedziałam czym bardziej się przejmować - zbliżającym porodem, problemami z karmieniem czy po prostu tym częstym płaczem niemowlęcia - bo to wszystko pewnie nadejdzie....
Ciekawe gdzie wtedy będzie mama... Czy będzie miała kolejną chemię.... Czy będzie w domu....

Torba już właściwie spakowana.... Zobaczymy co się będzie działo.... I kiedy? Ale cieszymy się z każdego dnia, bo przecież z dzieckiem WSZYSTKO się zmieni i już teraz widzimy choć po części jak bardzo.....



sobota, 4 sierpnia 2012

Jest nas więcej!

Wczoraj o tej porze dostałam info od mamy, że moja siostra jest na finiszu.... I tak było :) przed 10.00 urodziła piękną córeczkę!!!! Takie to było nierealne, nieprawdopodobne, a teraz ta Mała jest już na tym świecie!!! A ja od razu się w niej zakochałam.
I tak czuć w powietrzu, że zaczyna się coś nowego i tak nawet pojawia się jakaś zazdrość, że mają takie Szczęście! Ale zaraz, zaraz.... Przecież my też jesteśmy w tej cudownej sytuacji!!!! Nam też się udało!!!! I naprawdę lada chwila będziemy przytulać takie samo cudo!!!!!!!!!!!

Tak sobie myślę jak bardzo byłoby trudno, gdyby było inaczej........  Gdyby tego Bąbla nie było w moim brzuchu... Jak ciężko byłoby dzielić radość z bólem....
Wczoraj przez telefon słyszałam zmęczoną Mamę, a potem widziałam dumnego Tatę. Ech :) Nowe życie..........

A ja zaraz skończę 37 tydzień. Jeszcze 3 dni. A torba do szpitala nie spakowana..... Nie wiem czemu... Z jednej strony chcę urodzić jak najszybciej - z drugiej.. chyba oddalam tą myśl... Leci dzień za dniem - wczorajszy to w ogóle pełen przygód - no i tak jakoś... nie ma kiedy... A myśli o porodzie ciągle w głowie krążą. Ostatnio uzmysłowilismy sobie, że mogę mieć cesarkę - bo coś nam się wydaje, że Bąbel nie przekręcił się głową w dół. Chociaż z drugiej strony może to zrobić w każdej chwili... No... i ciekawe jak to będzie. Jak to wszystko będzie!!

Ja coś od kilku dni nie mogę prawie w ogóle stać :( Brzuch robi mi się twardy - cz esto wiem, że to są skurcze te przepowiadające, ale czasem to nie wiem. Czy to bąbel tak się wtedy układa, czy to twardy brzuch... Jak kłade się albo siadam to raczej to mija, ale stać jest bardzo niewygodnie. I za bardzo nic nie mogę robić :( i bardzo mnie to męczy :( Bo ani za bardzo pozmywać, ani coś posprzątać... M. wczoraj na szczęście doprowadził kuchnię do porządku bo o dkilku dni aż tam kipiało i normalnie płakać mi się chciało...
Nie wiem... jakiś jest taki w domu ogólny rozgardiasz po tym wstawieniu łóżeczka i komody.... I mam wrażenie, że nie możemy tego opanować.... Chodzi się u nasw domu przez przeszkody... Upał daje się we znaki....

czwartek, 2 sierpnia 2012

Zrobiło się bliżej i realniej.........

Wczoraj zrobiliśmy chyba ostatnie zakupy tych najpotrzebniejszych - brakujących nam rzeczy... A więc łóżeczko, komoda i przewijak, no... i kilka kosmetyków do pielęgnacji.
Z zakupów oczywiście jestem bardzo zadowolona. Owszem używane, ale po atrakcyjnej cenie jak na te mebelki :)
Teraz już wszystko stoi w naszym pokoju i.... zrobiło się tak realnie! Wczoraj z M. uświadomiliśmy sobie, że niedługo naprawdę będzie tam leżeć Mała Kruszynka!!!!! To nie żarty, to już naprawdę nie mowa o czyimś tam dziecku.... Tylko o kimś, kto wierci się teraz w brzuszku, i niedługo na zawsze zawita w naszym życiu. Nie będzie "nie che mi się", "nie mam siły". Bo będziemy dla niego tylko my!

A teraz czeka nas dziś sprzątanie po wczorajszej rewolucji w domu, bo tak jakoś nie ma gdzie nogi postawić ;-)

No i torbę do szpitala czas pakować! Będzie wtedy można w miarę spokojnie czekać na rozwój wydarzeń.... Choć siorka właśnie prawie tydzień po terminie  czeka w szpitalu i nic.... Będą chyba wywoływać.... Oj oby wszytko było w porządku. I u niej i u mnie....