niedziela, 30 listopada 2014

Czekając.

Niedziela. Miała być leniwa. Bez planów. Ale radosna. We czwórkę! Zuz  już piąty dzień gluci. Karol - trudno mi określić, bo od dwóch dni coś mu czasem w nosie brzęczy. To psiknę Marimerem, rano małego glutka odciągnę... I tak wygląda jego katar (z Zuz leje się hektolitrami - dziś już tylko z jednej dziurki:P). Także synia niewątpliwie w prawie pełnym zdrowiu trzyma moje mleko :) M. już brało. Ale po dniu przeszło, mnie też, ale bardzo lekko. Tak więc ze względu na córę miało być w domu. M. poleciał na 9.00 na mszę, ja miałam wyjść pospacerować z Małym i pójść z zaśniętym i pospacerowanym na 12.00... Wszystko grało. Wyszykowałam się... Juz już brałam go do karmienia ostatniego, gdy nagle to coś mu się nie spodobało, rozwył się..... I wtedy to właśnie niedziela w spokoju i radości poszła się... No. Tu nie chciał jeść, zwył się. Uspokajał się. Przysypiał, przebudzał, zjadł, znów się zwył. Znów zasnął... I tak parę godzin... Za winowajców obstawiam brzuch i zmęczenie. Choć pojęcia nie mam co mu tak zaszkodziło... Tu zmęczony, tu boli, tu znów possie, żeby zasnąć a to znowu boli...
I przypomniało mi się wszystko z Zuz. Jakie to było męczące, że pomóc nie można, że wszystko źle... I pomyśleć, że z nią było tak codziennie... A z nim dopiero drugi raz! Z nim o tyle gorzej, że ma tą przepuklinę. Truchlejemy i zaglądamy  w pieluszkę. Jest napięta. Ale on przecież ryczy, więc to dlatego. Minie, czy trzeba będzie jechać na IP? A może koło samo się nakręcało? On płakał najpierw z nerwu, potem ze zmęczenia, a potem może z bólu, bo go ta przepuklinka cisnęła? A może to coś z nerkami? Mamy też się mieć na baczności jak będze jakiś "inny" niż zwykle.. I tak oto, każdy większy płacz u niego jest stresem poczwórnym chyba. Bo do końca nie wiadomo czemu płacze. I czy przestanie czy wylądujemy w szpitalu...
Bo tak generalnie to na co dzień jakbyśmy zdrowego chłopca mieli...

W końcu zasnął na dłużej. Ale oczywiście po odłożeniu za jakiś czas obudził się, potem ponownie ululany zasnął i śpi M. na ramieniu, a mi udało się pójść na 16.30.. Zuz na nasze szczęście została zabrana do swojej siostry ciotecznej (rodzice w/w jak widać mają gdzieś gluta), a Karolo trochę spokoju na sen...

Z tego wszystkiego wyszło tyle, że byłam sama na mszy w pierwszą niedzielę Adwentu. Uświadomić sobie mogłam, że to nie tylko czas czekania na Boże Narodzenie, ale i na Chrzest Święty... Chwila wolnego myślenia... By przygotować siebie i wszystko....

piątek, 14 listopada 2014

Małe trudy rodzicielstwa.

Nie wiem właściwie czy dalej tu pisać. Udaje mi się to coraz rzadziej i do końca nie wiem dla kogo czy po co to robię... Zaczynałam z zupełnie innym nastawieniem, teraz - jest ono we mnie zupełnie inne. A coś takiego jak "wolny czas" aktualnie nie istnieje w moim słowniku. Nie wiem... Mam parę blogów, które uwielbiam czytać. Pisać też bym chciała... Ale... ech... wiele rzeczy bym chciała a sił nie wystarcza.

Ogólnie to nasz Malec kolekcjonuje różne przypadłości :/ Zaczęło się od cukrzycy ciążowej, która nie pozwoliła mu normalnie przybierać na wadze (choć to moja tylko teoria) i czerpać  z mojego pożywienia tyle ile by mógł. Choć przynajmniej ominęła go masa niepotrzebnych słodkości przynajmniej ;) No i cóż. Potem ten zastój moczu, o którym też dowiedzieliśmy się jeszcze w ciąży, a który po porodzie nie odpłynął, potem jakieś wodniaki w jąderkach, które niby mają same zniknąć, a teraz się okazało, że ma przepuklinę pachwinową i czeka go raczej na pewno operacja... :( I choć Poziomę od małego męczyła alergia, to przy nim dowiadujemy się o takich przypadłościach, o których pojęcia nie mieliśmy... Dziękować Bogu, że wszystkie uleczalne... I że naprawdę są dzieci, które mają gorzej...

Patrzę na niego jak słodko śpi. Kocham go. Poziomeczkę też.

sobota, 1 listopada 2014

Łóżko czteroosobowe.

Powiem tyle. Dobrze, że kupiliśmy łóżko z największą powierzchnią do spania jaką się tylko dało - biorąc pod uwagę wielkość pokoju i konieczność jego składania w narożnik. Ma tak właściwie prawie tyle samo miejsca do spania, co nasze pierwsze łóżko, gdy mieliśmy jeszcze własną sypialnię... chlip...

***Ale nic to ;-) I tak o wiele bardziej wolę moje cudowne dzieci niż własną sypialnię!***

Okazuje się, że musi ono pomieścić 4 osoby... Na szczęście dwie nie są jeszcze zbyt wielkie, ale swojego miejsca też potrzebują...
Co tu dużo mówić. nam przestrzeń potrzebna, żeby się dobrze wyspać, naszym dzieciom nie! Wolą gnieździć się z rodzicami!!! Pozioma raz zasypia z nami, raz w swoim łóżku. Jednak gdzie by nie zasypiała w środku nocy ląduje u nas. Mało jest nocy takich, żeby całe przespała w swoim łóżeczku. No cóż. I co najgorsze coraz częściej przychodzi z płaczem. Nie wiem czy jej się coś śni, czy brak rodziców blisko czy co... Dobrze jeszcze jak się potulnie kładzie i przytula do tatusia, gorzej, gdy obiektem ukojenia musi być mama! Obok której śpi bądź co gorsza podjada Karolo... Ech. Nerw czasem łapie i noc podwójnie niewyspana, bo przez dwójkę... I zastanawiam się jak długo tak... Bo synuś po pierwszym nocnym przebudzeniu też śpi już z nami. Z powodu braku moich sił do ciągłego wstawania. I gdyby nie lekka ciasnota, nocne tłumaczenia Zuzi; "nie płacz, przytul się do tatusia, mamusia teraz karmi" wspólne spanie z Karolkiem można zaliczyć by do prawie przespanych nocy. Owszem je kilka razy, ale najczęściej nie robi niepotrzebnego zamieszkania swoją osobą, gdy ma możliwość spania obok jadłodajni. Do tego ciepłej i mięciutkiej!
Żeby zdobyć trochę większą przestrzeń M. kładzie się z Zuz często odwrotnie niż ja. :) I tak wąchamy swoje stopy ;) Także tego, z jednym dzieckiem lajt jest. Przy dwóch lekkie niewygody. Ale jakoś funkcjonujemy w tej komunie. Strach mnie ogarnął, bo planujemy wyjazd do teściów. A tam do dyspozycji wersalka, do tego mega skrzypiąca. Te noce nie będą przespane jeśli czegoś nie wymyślimy...