wtorek, 17 września 2013

Buciki.

Kiedyś pisałam, że moje dziecko nie lubi jak zakłada się mu czapeczkę, a uwielbia buciki... Ale nie sądziłam, że aż w takim stopniu!!!

Proceder zatacza coraz większe kręgi ;-) Ma ciapki. Takie różowe z Kubusiem Puchatkiem. Dostała na urodziny i akurat zaczęły się przydawać, bo coraz zimniej i na bosaka marzła by bidulka :) Ale gdzie tam... całego dnia w nich nie wytrzyma, co raz przynosi inne (najczęściej jednego) i każe sobie zakładać. Czasem chodzi w dwóch różnych. A co!

Raz już wychodziliśmy, nałożyłam jej te, co ma najlepsze, skórzane, fioletowe, kupione przez ciocię.. Ale ona za chwilę przynosi inne! Szmaciane, kupione na szybko jako pierwsze sztywne buciki (które potem okazało się powinny służyć jako ciapki:P). Chce, niech ma... Poszła w tamtych :)

Ale wczoraj to chyba przeszła samą siebie.. Roczniak, co mówić nie potrafi... A rozumuje jak stara... :P łaziła długo. Coś spać nie chciała (pewnie po 3-godzinnej drzemce w dzień :)) Ja z nią na nasze łózko, a ona z niego złazi i do taty do dużego. Już ja zaczęłam przysypiać. W końcu znowu przyłazi... Ja patrzę a ona ma na sobie, na śpiochy nałożone granatowe lakierki. Pożyczone. Jako, że gramoli się na pościelone łózko, butki postanowiłam zdjąć... Ale ona bulwers. Z łóżka złazi, butki bierze i do taty!!! Pierwszy raz wzięła oba!!! Chwile znowu się kręci i sprawdza gdzie jej jeszcze nie było i wraca w końcu z tatą. Ta sama procedura. Kąłdziemy sie już oboje, słuchamy płaczu po zdjęciu bucików.. A że wydawało się, że właśnie się uspokaja, M. wyszedł przymykając drzwi. A tu Poziomka RYK! Znowu złazi z łózka, obchodzi je całe, buty w ręce i do taty! Żeby założył! I choć już potrafi sama sobie otworzyć drzwi z butami w ręce nie było łatwo... Więc płacz pod drzwiami coraz większy... ;-) A ja leżę, obserwuję i wierzyć nie mogę.. Na ratunek przychodzi tata... Chce założyć buciki po raz trzeci. A ona pisk i ściska buty, że wyrwać się nie da! I histeria coraz większa...

I tak to popiszczała sobie trochę, nie dając się na początku uspokoić... I choć płacz był taki jak kiedyś, co serce się nam krajało - bo tu niby spać chce a nie może... A teraz uśmiechaliśmy się do siebie pod wąsem, nie mogąc uwierzyć w to, co się wydarzyło... Butki cenniejsze od jakiejkolwiek przytulanki... Zasnęło w końcu dziecię... ściskając garantowe lakierki...

Rano, jak zeszła z naszego łóżka od razu zobaczyła butki!!!! Nie zapomniała, że wczoraj tak je ukochała :D


6 komentarzy:

  1. No to już wiemy, na co będzie kiedyś wydawała pół wypłaty. :D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż mi żal przyszłego narzeczonego Poziomy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trafi na bogatego, albo chociaż właściciela salonu obuwniczego :D

      Usuń
  3. Ja podobno kiedyś spalam w kaloszach ;)

    OdpowiedzUsuń