niedziela, 15 września 2013

Przez chwilę tak jak kiedyś.

Ja już naprawdę mam duże dziecko. Oficjalnie mogę powiedzieć, że minął ten czas, kiedy ja zestresowana, uwiązana, nie mogąca nigdzie wyjść na zbyt długo, martwiłam się co będzie jak mnie nie będzie, a ona:
a) będzie płakać
b) nie będzie chciała jeść, tego co przygotowałam
c) będzie chciała zasnąć.

Strach, o to, zawsze paraliżował mnie przed wyluzowaniem. A tu.. razem z końcem karmienia uświadomiłam sobie, że tak naprawdę (właściwe już od jakiegoś czasu) ja nie jestem niezastąpiona!!! Zuz już dawno drzemie w dzień i zasypia w nocy bez cycunia, je generalnie ładnie (tylko nie wszystko może..), a płacz - jak się przewróci, coś chce, a nie dostaje itp. czyli? każdy zaradzić i utulić może :)

Widziałam i słyszałam nieraz, że taką niezależność matki odczuwają o wiele wcześniej, ja miałam zawsze z tym problem... Wyjść z M. do kina, na zakupy, spacer... Niby było z kim zostawić, ale co jak ona zacznie płakać? Co jak zgłodnieje, narobi w pieluchę? Przez te jej płacze "niewiadomodlaczego" od Maleńkości byłam bardzo przewrażliwiona, że jak tylko coś się zacznie dziać jestem koniecznie potrzebna i niezastąpiona...

A tu proszę.. Wczoraj Pozioma została z ciocią, a my... do Galerii na zakupy, sami!!!! Mogliśmy sobie oglądać w każdym sklepie tyle ile chcieliśmy i co chcieliśmy, nikt nas nie pospieszał i nie marudził. Można było przymierzać te i tamte i jeszcze następne ubrania. :) A M. jak dawniej mógł stać i spokojnie oceniać, przynosić następne...
Generalnie pojechaliśmy po spodnie dla mnie, bo szafa skurczyła się do... jednych!

A wieczorem.... Ja sama! Miasto i nocne życie! Wieczór panieński koleżanki z pracy! M. sam z Poziomą żegnał mnie ze słowami "tylko spróbuj dzwonić i pytać jak tam". Na szczęście wcale nie zamierzałam, wcale się nie martwiłam. Takie mam już duże dziecko :))))

23.00. Powrót do domu. Matki muszą się szanować.  W końcu dzieć wstanie jak zwykle :) Pierwszy alkohol od dwóch lat. Smakował :)

A ja... wracając i będą już szczęśliwie pod domem prawdziwie szczęśliwa dziękowałam za moją rodzinę, za cudowną córeczkę, za ten ciepły dom, do którego mogę wrócić. Do szczęścia, które mnie w nim czeka.

10 komentarzy:

  1. Jejku, jaki piękny wpis. Taki pełen miłości i szczęścia. Bardzo się cieszę, że u Ciebie wszystko tak cudownie się układa :)
    Pozdrawiam bardzo mocno całą rodzinę :)
    i po cichu liczę na to, że za kilka lat też będę mogła napisać takiego posta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem Ci że jak to czytam to aż Ci zazdroszczę... Antek taki cycowy jest, że nie wiem, czy kiedykolwiek się od tego cyca oderwie;) A zasypianie bez cyca to w ogóle bajka, u nas nawet z cycem są cuda, szczególnie kiedy zęby idą;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żonko... Jak dobrze sięgniesz pamięcią to zobaczysz, że i ja podobnie pisałam... Wiele prób było nieudanych z przedwczesną moją radością... Ale za którymś razem, jak zjadła na wieczór i nie chciała spać, a dalej płakała, a potem kolejny raz tak i kolejny stwierdziłam, że w takim razie po co karmić na noc? I po paru nocach zasypiała już ładnie... A to sprawiło, że w dzień też nauczyła się spać bez cycka. A czasem były już naprawdę dantejskie sceny...
      I choć może to dziwne albo nie do uwierzenia, to jestem przekonana, że najwięcej zależy od matki i jej decyzji... Ile karmi i jak często... Więc jak będziesz powoli chciała przestać karmić i będziesz na to gotowa... To Ty będziesz musiała zmniejszać tą ilość, a Antoś to przyjmie :)
      Jedno jest pewne - mleko mamy jest najlepsze na świecie ;-) Choć fakt faktem coś innego też w końcu musi jeść :D

      Usuń
  3. Nooo to teraz to już żyć nie umierać. :D :) Cieszę się, że ostatnio tak pozytywnie u Ciebie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuuurcze, to jakoś aż tak strasznie było? ;-) no ale fakt ostatnio wszystko mnie cieszy!

      Usuń
    2. Nie, nie! :D ja po prostu uwielbiam czytać szczęśliwych ludzi, którzy się cieszą z takich codziennych rzeczy (o ile o wyjściu bez dziecka można tak powiedzieć:)). Zawsze mnie to tak pozytywnie nastraja i motywuje. :)

      Usuń
    3. Wyjścia bez dziecka, ze spokojem w sercu to bądź co bądź nowa jakość macierzyństwa :D więc myślę, że można się z tego cieszyć - oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu :))))

      Usuń
  4. Cieszę się, że potrafisz znaleźć czas dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń