piątek, 9 sierpnia 2013

Kobieta.

Na wczasingu w obcym mieście, gdzie właściwie mało kogo się zna, czasem łatwiej się zaniedbać... Więc taka trochę w wiejskim klimacie (bo oto odwiedzamy i pomagamy nawet w żniwach) wyszłam dziś wieczorem na miasto. Z M. i z Poziomą. Włos nie pierwszej świeżości, ubranie.. hm.. generalnie można by się bardziej postarać - ale to tylko na chwilkę, żeby razem pobyć odmienić sobie wieczór. Więc co było: hyc hyc i idziemy!

A tu M. dzwoni po mego byłego - tego, co był świadkiem na naszym ślubie, bo właśnie kolo niego przechodzimy. Żeby tak ot razem pospacerować, pogadać...

A ja? Od telefonu przeglądam się w każdej witrynie sklepowej. "O mamo jak ja wyglądam?" Gdy on przychodzi, ja milcząca, schowana za M., niby bawiąca się z Młodą, co w końcu zresztą zostało zauważone; że się nie odzywam!

I tak sobie teraz myślę.. Jakie to we mnie straszne, że nie zależy mi, by zawsze Mężowi się podobać, żeby on miał na co popatrzeć, tylko lecę jak durna. Byle jak. Ile razy w domu jest się byle jak! Nie mówię, by suknie wieczorowe nakładać, ale można by po prostu fleją nie być...

Jakieś spotkanie - i żeby czasem były nie pomyślał, że ja zbrzydłam (:P), tylko nadal niech żałuje, co stracił (hehehe). Choć zaraz pomyślałam jakie to okropne, że tak przed tamtym chciałam się podobać...

A M. właśnie wtedy, kiedy czułam się taka byle jaka i przez to bardzo niepewna, mówi do byłego (już nie ważne w jakim kontekście), że jego żona to najpiękniejsza na  świecie..... (Nawet taka jak dziś?)

...dzięki, że mnie kochasz i jestem dla Ciebie piękna, choć nie zawsze umiem się o to postarać...


3 komentarze:

  1. To jest chyba pierwsze prawo kobiecej fizyki, zawsze spotkam kogoś, kiedy wyglądam jak menel, a jak jestem odstawiona, to kurna nikogo. :p
    Ale stwierdzenie M. motywujące. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooo to chyba faktycznie coś z tego prawa :) A więc czy wniosek z tego, że nie możemy mieć gorszego dnia? :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Mężowi należy się OGROMNY całus!

    OdpowiedzUsuń