Ostatnio czytałam, że nasze Maleństwo jest wielkości truskawki i waży tyle, co pudełko zapałek... Kurcze straszny z niego jeszcze MALUSZEK!
A ja każdego dnia borykam się z myślami, że tak trudno nadal mi uwierzyć w jego istnienie... Nie czuję go jeszcze przecież, nie słyszę, nie widzę... Ciągle jestem jak w bajce, którą czytam czy oglądam w TV... I tak naprawdę pytania jak się czuję, jak Małe, denerwują mnie, bo ja poza mdłościami i bólem piersi, no i czasem gdzieś bólem w brzuchu nic nie czuje!
Moja niecierpliwość jest okropna :( Sama siebie pytam czy jak już wreszcie będę miała USG, to trochę się uspokoję i sama uwierzę... Obliczyłam sobie, że na USG najlepiej zapisać się 15 lutego, w piątek idę się zapisać. To będzie akurat przed wizytą, a i na pewno między 11 a 13 tyg ciąży. Bo przecież mam wątpliwości od kiedy je liczyć? Od ostatniej miesiączki czy od zapłodnienia. I choć prawie jestem pewna, że od ostatniej miesiączki, to na ostatniej wizycie lekarz mnie trochę zamotał, mówiąc, że jestem w 7. tyg. Bo policzył od zapłodnienia i mam wrażenie, że sam nie był tego świadomy, że tak uczynił... A ja mam tylko dodatkową zagwozdkę :P:P:P
***
Ja.. niecierpliwa mama... przytulam Cię mój Maluszku.... Rośnij sobie zdrowo i spokojnie... Masz tam, gdzie jesteś wszystko, co Ci potrzeba, prawda? Uśmiecham się do Ciebie i już bardzo Cię kocham!
wtorek, 24 stycznia 2012
czwartek, 19 stycznia 2012
Karta ciąży już jest!
Ta miłość naprawdę się spełnia!!! To naprawdę się dzieje!!! :) W naszym małżeństwie pojawił się ktoś trzeci, choć jest jeszcze taki malutki... To jego 7 tydzień! Jak ja wytrzymam 38 tygodni? Na pewno aż za bardzo się martwię czy aby wszystko OK... Czy boje mu serduszko czy zdrowo rośnie... A tu lekarz powiedział, że USG między 11 a 13 tygodniem. Ojeju!!!
To dziś była ta pierwsza wizyta u lekarza, który będzie tą moją ciążę prowadził. Dla mnie to takie wyjątkowe przeżycie, coś fascynującego, na co przecież tyle czekaliśmy!!! A było tak... Tak bardzo zwyczajnie... Spytał najpierw, kiedy była ostatnia miesiączka. Mówię, że 22 listopada. Czyli ciąża - stwierdził. Dla niego.... kolejna. Przede mnie i za mną przecież też czekały dziewczyny w ciąży...
No ale nic :) Karta ciąży została założona, mam przyjść za miesiąc - z badaniami - może w między czasie nastąpi ten 11 tydz i zrobię USG!!! I w pracy mam nadzieję, że też nie będą mnie bardzo stresować, bo akurat w tym tygodniu było różnie... I już miałam pewne obawy... Mam nadzieję, że jednak Maluszek będzie silny i wszystko jakoś razem przetrwamy!!!!
Jak objawy? Piersi czuć :) Mdłości - raczej chwilowe rano, ale wczoraj to trzymały mnie cały dzień, do WC chyba jakoś strasznie często nie biegam.... Zachcianki? Chyba też jeszcze nie, choć dziś po lekarzu wcisnęłam Twixa, a teraz zjadłam 5 małych ptysiów :D A słodyczy ostatnio właściwie nie jadłam....
No... to teraz idę robić obiad dla mężusia - choć raz może wróci po pracy a obiad będzie na stole ;-) trzeba jakoś wykorzystać sensownie wolny dzień :P:P
To dziś była ta pierwsza wizyta u lekarza, który będzie tą moją ciążę prowadził. Dla mnie to takie wyjątkowe przeżycie, coś fascynującego, na co przecież tyle czekaliśmy!!! A było tak... Tak bardzo zwyczajnie... Spytał najpierw, kiedy była ostatnia miesiączka. Mówię, że 22 listopada. Czyli ciąża - stwierdził. Dla niego.... kolejna. Przede mnie i za mną przecież też czekały dziewczyny w ciąży...
No ale nic :) Karta ciąży została założona, mam przyjść za miesiąc - z badaniami - może w między czasie nastąpi ten 11 tydz i zrobię USG!!! I w pracy mam nadzieję, że też nie będą mnie bardzo stresować, bo akurat w tym tygodniu było różnie... I już miałam pewne obawy... Mam nadzieję, że jednak Maluszek będzie silny i wszystko jakoś razem przetrwamy!!!!
Jak objawy? Piersi czuć :) Mdłości - raczej chwilowe rano, ale wczoraj to trzymały mnie cały dzień, do WC chyba jakoś strasznie często nie biegam.... Zachcianki? Chyba też jeszcze nie, choć dziś po lekarzu wcisnęłam Twixa, a teraz zjadłam 5 małych ptysiów :D A słodyczy ostatnio właściwie nie jadłam....
No... to teraz idę robić obiad dla mężusia - choć raz może wróci po pracy a obiad będzie na stole ;-) trzeba jakoś wykorzystać sensownie wolny dzień :P:P
piątek, 13 stycznia 2012
Dla Kruszynki...
"Ja jako pierwsza pod sercem Cię noszę, ja o Twe zdrowie najgoręcej proszę.
Jestem przy Tobie od pierwszego grama.
Tyś mój świat cały, a Ja... Twoja mama..."
Jestem przy Tobie od pierwszego grama.
Tyś mój świat cały, a Ja... Twoja mama..."
wtorek, 10 stycznia 2012
Pierwsza kolęda Maleństwa.
Wczoraj przyszedł do nas ksiądz po kolędzie. Gadka szmatka Antoniego Władka; a co tam u Państwa, a czy praca jest, a ile lat po ślubie... No i jak wyszło, że to już ponad dwa lata, to zaczął dyskretnie pytać wiadomo - o dzidziusia. Mąż nie chciał chyba mu sie przyznać, ale ja od razu wypaliłam, że no wlaśnie nam sie udało, po trochę trwających staraniach. Ksiądz jakoś tak się ucieszył bardzo i od razu wyjął obrazeczek, mówiąc, że to spejalnie dla naszego dziecka, BO ONO JUŻ JEST!!! :)
Tak więc oprócz obrazka dla nas, dostaliśmy drugi - z małym Jezusem, z napisem z tyłu: "Pierwsza kolęda" i tam dalej data i podpis księdza.
Jakos tak mi się ciepło zrobiło na sercu :) Może naprawdę wszystko będzie dobrze? Oby!
Dziś powiedziałam też w pracy i Pani kierownik i dziewczynom. Wszystkie się cieszyły, gratulowały. :)
Oj... Mam nadzieję, że wszystko dobrze się potoczy, ja na razie czuję się bardzo dobrze; lekkie pobolewania brzucha, które częściej mnie niestety martwią no i rano lekkie - bardzo lekkie nudności. A w czwartek prawdopodobnie wizyta u lekarza, tego który chcę, by prowadził moją ciążę. To już 8. tydzień. Więc zleci wszystkie badania i pewnie usg...
A ja chyba tak naprawdę uświadomię sobie Dzieciątko, jak usłysze bicie jego maleńskiego serduszka. I modlę się o to, żebym usłyszała! :)
Tak więc oprócz obrazka dla nas, dostaliśmy drugi - z małym Jezusem, z napisem z tyłu: "Pierwsza kolęda" i tam dalej data i podpis księdza.
Jakos tak mi się ciepło zrobiło na sercu :) Może naprawdę wszystko będzie dobrze? Oby!
Dziś powiedziałam też w pracy i Pani kierownik i dziewczynom. Wszystkie się cieszyły, gratulowały. :)
Oj... Mam nadzieję, że wszystko dobrze się potoczy, ja na razie czuję się bardzo dobrze; lekkie pobolewania brzucha, które częściej mnie niestety martwią no i rano lekkie - bardzo lekkie nudności. A w czwartek prawdopodobnie wizyta u lekarza, tego który chcę, by prowadził moją ciążę. To już 8. tydzień. Więc zleci wszystkie badania i pewnie usg...
A ja chyba tak naprawdę uświadomię sobie Dzieciątko, jak usłysze bicie jego maleńskiego serduszka. I modlę się o to, żebym usłyszała! :)
piątek, 30 grudnia 2011
Uczucia - odczucia.
W środę miałam pierwszą wizytę u ginekologa :) W rakcie USG Pani Doktor złozyła mi gratulacje :) A więc testy nie kłamały! Na razie widać tylko pęcherzyk... mam nadzieję, że urośnie z niego kochane zdrowe Maleństwo :) Teraz mam się zgłosić za 3 tygodnie, może wtedy bedzie słychac już serduszko!!!!
A w domu juz zaczęło się różnie... Bo ja nie chce robić z siebie księżniczki, ale np. wczoraj naprawdę miałam gorszy dzień. Ciągle czułam jakieś bóle brzucha, jeszcze w pracy zostałam dłużej i w ogóle cały dzień byłam poza domem i naprawdę pod koniec dnia marzyłam tylko o tym, żeby się położyć. Czułam, że tego potrzebuję.
Ale napawrde wydaje mi się dziwne, że powinnam mężowi wszystko mówić; "ja tego nie zrobię", "wiesz, lepiej nie będę tego robić", "a może to Ty byś postał w kolejce, a to ja sobie na boku odpocznę" no i tak dalej....
Wydaje mi się, że to powinno być naturalne, że powinien na to wpaść, że ja potrzebuję więcej troski i ulgowego traktowania...
Nie chcę wcale, zeby całą ciążę skakał wokół mnie bo domyślam się, że to jest w końcu denerwujące... Ale ten poczatek, przy tym zachwycie, ze wreszcie sie udało... Miło by było dostrzegać jego przewrażliwienie na moim punkcie, na naszym punkcie... :)
Mam nadzieję, że jednak wszystko się ułoży, że jakoś się dogadamy.... Bo wiem, że on chce się nami opiekować... Tylko może ja wyobrażam sobie to troche inaczej....
A w domu juz zaczęło się różnie... Bo ja nie chce robić z siebie księżniczki, ale np. wczoraj naprawdę miałam gorszy dzień. Ciągle czułam jakieś bóle brzucha, jeszcze w pracy zostałam dłużej i w ogóle cały dzień byłam poza domem i naprawdę pod koniec dnia marzyłam tylko o tym, żeby się położyć. Czułam, że tego potrzebuję.
Ale napawrde wydaje mi się dziwne, że powinnam mężowi wszystko mówić; "ja tego nie zrobię", "wiesz, lepiej nie będę tego robić", "a może to Ty byś postał w kolejce, a to ja sobie na boku odpocznę" no i tak dalej....
Wydaje mi się, że to powinno być naturalne, że powinien na to wpaść, że ja potrzebuję więcej troski i ulgowego traktowania...
Nie chcę wcale, zeby całą ciążę skakał wokół mnie bo domyślam się, że to jest w końcu denerwujące... Ale ten poczatek, przy tym zachwycie, ze wreszcie sie udało... Miło by było dostrzegać jego przewrażliwienie na moim punkcie, na naszym punkcie... :)
Mam nadzieję, że jednak wszystko się ułoży, że jakoś się dogadamy.... Bo wiem, że on chce się nami opiekować... Tylko może ja wyobrażam sobie to troche inaczej....
wtorek, 27 grudnia 2011
Mikołajowe cuda.
Dzieją się u mnie ostatnio tak dobre i wspaniałe rzeczy, że uwierzyć w to wszystko nie mogę..... I chyba dlatego ciągle boję się, że to sen i zaraz się z niego obudzę.... Ale może jednak naprawdę tak rodzi się wspaniała rzeczywistość?? :)
Tak naprawdę w swoim życiu nie mam na co narzekać - a już szczególnie od czasu małżeństwa wciąż staramy się Bogu dziękować, za to co nam daje. Bo mamy pracę (mąż już na czas nie określony, ja lada dzień też mam dostać na czas nieokreślony), mamy gdzie mieszkać i choć nie jest mieszkanie nasze, tylko wujka, to płacimy tyle co za media, a więc póki co żadnego kredytu na głowie... No i powoli jakoś dobrze się wiedzie! :) Naszym największym marzeniem stało się dzieciątko i choć czasem trudno w to wierzyć, staraliśmy się ufać, że pojawi się ono w najodpowiedniejszym momencie.......
I czyżby ten moment się pojawił??? :) 6 grudnia - to nasz dzień, od tego dnia byliśmy razem, tego dnia zaręczyliśmy się i chyba właśnie tego dnia plemniczki mojego męża (śmieję się, że miały na sobie mikołajowe czapeczki) pognały wprost do mojej komórki jajowej! :)
Oczywiście dopiero całkiem niedawno cała prawda wyszła na jaw. 22 grudnia zrobiłam pierwszy test. I co? Wyszły dwie kreski!!! jedna może ciut bledsza, ale bez wątpienia DWIE KRECHY!!! Mąż niedowierzał, następnego dnia więc powtórzyłam inny test i nadal były dwie!!!! :) Szok. Szczególnie, że 22 grudnia zdawałam test na prawo jazdy i zdałam :) Wprawdzie za drugim razem, ale była to przeogromna radość i niedowierzanie, bo stresowałam się tym bardzo. Nie wierzyłam w siebie, w swoje zdolności, a tu - Pan Egzaminator powiedział, że poszło mi bardzo dobrze. I w tej euforii zrobiłam ten pierwszy test - radość tego dnia sprawiła, że tym bardziej wiadomość o ciąży była jak sen. Naprawdę do tej pory trudno mi uwierzyć i w jedno i w drugie :)
Teraz wielki strach czy się uda czy będzie wszystko dobrze, czy szczęśliwie doczekamy urodzin Maleństwa. Szok. Bo przecież dopiero co założyłam blog, by "wypłakać" gdzieś żal z powodu oczekiwania na dwie kreski na teście... A tu nagle, zupełnie nieoczekiwanie... One się pojawiły!!! Niecierpliwość sięgnęła zenitu. Najgorszy i najtrudniejszy pierwszy trymestr. Oby przetrwać z pozytywnym zakończeniem...
Tak naprawdę w swoim życiu nie mam na co narzekać - a już szczególnie od czasu małżeństwa wciąż staramy się Bogu dziękować, za to co nam daje. Bo mamy pracę (mąż już na czas nie określony, ja lada dzień też mam dostać na czas nieokreślony), mamy gdzie mieszkać i choć nie jest mieszkanie nasze, tylko wujka, to płacimy tyle co za media, a więc póki co żadnego kredytu na głowie... No i powoli jakoś dobrze się wiedzie! :) Naszym największym marzeniem stało się dzieciątko i choć czasem trudno w to wierzyć, staraliśmy się ufać, że pojawi się ono w najodpowiedniejszym momencie.......
I czyżby ten moment się pojawił??? :) 6 grudnia - to nasz dzień, od tego dnia byliśmy razem, tego dnia zaręczyliśmy się i chyba właśnie tego dnia plemniczki mojego męża (śmieję się, że miały na sobie mikołajowe czapeczki) pognały wprost do mojej komórki jajowej! :)
Oczywiście dopiero całkiem niedawno cała prawda wyszła na jaw. 22 grudnia zrobiłam pierwszy test. I co? Wyszły dwie kreski!!! jedna może ciut bledsza, ale bez wątpienia DWIE KRECHY!!! Mąż niedowierzał, następnego dnia więc powtórzyłam inny test i nadal były dwie!!!! :) Szok. Szczególnie, że 22 grudnia zdawałam test na prawo jazdy i zdałam :) Wprawdzie za drugim razem, ale była to przeogromna radość i niedowierzanie, bo stresowałam się tym bardzo. Nie wierzyłam w siebie, w swoje zdolności, a tu - Pan Egzaminator powiedział, że poszło mi bardzo dobrze. I w tej euforii zrobiłam ten pierwszy test - radość tego dnia sprawiła, że tym bardziej wiadomość o ciąży była jak sen. Naprawdę do tej pory trudno mi uwierzyć i w jedno i w drugie :)
Teraz wielki strach czy się uda czy będzie wszystko dobrze, czy szczęśliwie doczekamy urodzin Maleństwa. Szok. Bo przecież dopiero co założyłam blog, by "wypłakać" gdzieś żal z powodu oczekiwania na dwie kreski na teście... A tu nagle, zupełnie nieoczekiwanie... One się pojawiły!!! Niecierpliwość sięgnęła zenitu. Najgorszy i najtrudniejszy pierwszy trymestr. Oby przetrwać z pozytywnym zakończeniem...
niedziela, 18 grudnia 2011
Oczekiwanie
Właśnie trwają te najtrudniejsze dni w miesiącu... Patrzę na siebie, obserwuję.. i zastanawiam się czy to, co czuję, to nadchodzący okres czy ciąża...
I jak tu nie myśleć? Ja się psychicznie nie nastawiać? Kiedy te myśli same pchają się do głowy...
I jak tu nie myśleć? Ja się psychicznie nie nastawiać? Kiedy te myśli same pchają się do głowy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)