poniedziałek, 13 lutego 2012

Do bąbla...

Bąbelku... tak trudno mi do Ciebie mowić, wierzyć w Ciebie... Bo nie widzę Ciebie, nie czuję.... Nie wiem czemu tak mi trudno uwierzyć w Twoje istnienie... Nie wiem czemu krępują mnie pytania o ciążę, mówienie innych, że muszę o Ciebie dbać... Boję się, że pójdę na USG a tam... Ciebie nie będzie?? Czy możliwe, żeby tylko mi się wydawało?? Wydawało mi się, że jesteś??

Już w środę mam nadzieję wszystko się wyjaśni. Zobaczę Ciebie, twoje rączki, nóżki i jak się ruszasz po moim brzuszku. I jak bije Ci serduszko!!! :) Już sie nikomu nie będę bała powiedzieć o Tobie!!! Bo będę widzieć, że tam jesteś!!! Staram się Cię kochać, bo bardzo Ciebie pragnęłam, staram się Ciebie kochać - jak tylko można kochać kogoś, kogo się nigdy nie widziało ani nie czuło.

Modlę się o Twoje zdrowie i opiekę Maryi, bo nie wiem czy ja teraz potrafię dobrze się Tobą opiekować...

Wybacz mi moją niepewność, ale to wszystko dlatego, że niemożliwe stało się możliwe i naprawdę czasem trudno uwierzyć w cuda... Chce się ich dotknąć...

Z perspektywy czasu, staranie się o Ciebie przez rok z kawałkiem, to wcale nie jest dużo, ale ja przecież już powoli przyzwyczajałam się do myśli, że to się nigdy nie uda.

Bąbelku... jesteś największym cudem w naszym życiu! Bo jestes tam, prawda? Cały i zdrowy!!!!

Jeszcze tylko 2 dni... i nam pomachasz ;-)

niedziela, 12 lutego 2012

Ambiwalencja uczuć.

Dzisiejszy dzień chyba trudno zaliczyć do tych optymistycznych. Rano może jeszcze było we mnie więcej złości i żalu... Teraz jakoś się uspokoiłam...

Ale ogólnie dziś jakoś tak mało siebie lubię... Mało się sobie podobam... Czuję się brzydka i nie widzę jakoś jak to zmienić - nie mam siły na zmiany...

A jeszcze poranna scena z Mężem... (Nazywajmy go M. Będzie łatwiej) Otóż trzeba przyznać, że moje libido w ciąży spadło do 0! A myślałam, że będzie jednak odwrotnie... Nie wiem, sex nie istnieje teraz w moich myślach. Nie tęsknię po prostu za taką bliskością... Ale nie potrafię przejść na tym do porządku dziennego. Martwi mnie to, że nie myślę, że tego nie potrzebuję, że nie potrafię dać tego M. I choć on z jednej strony nigdy tego ode mnie nie wymagał, nie wymuszał, to z jednej strony jest to plusem... Z drugiej... jakoś nie bardzo chce o tym rozmawiać :/ Przyjmuje, że ja TAKA jestem i nie chce brać na siłę. A ja? Nie umiem na siłę dawać :( Trudno mi inicjować, bo wtedy tak się na tym skupiam, że w ogóle trudno samemu czerpać... A już teraz w ciąży... Inicjowanie w ogóle odpada!!! A on mnie..... nie zaczepia....
I było od początku ciąży dosłownie kilka naszych bliskich spotkań - jedne były dla mnie piękne - w sensie, że nie sądziłam, że aż takie coś odczuje, inne po prostu były bliskością z M. I nigdy nie wiadomo jak będzie..
A dziś.. M. zaczął się do mnie przytulać, chciał ze mną być... I nagle... zakończył... Przerwał.. Nic nie mówiąc!
Potem stwierdził, że nie wie dlaczego... A ja poczułam się jeszcze gorzej niż gdy nic nie ma. Nie wiem, co się stało, co zrobiłam... :(

wtorek, 7 lutego 2012

Bąbel

Nasze Maleństwo ma już dobre kilka centymetrów! Dlatego oficjalnie nazywamy go bąblem :)

USG już właściwie za tydzień, a ja juz strasznie nie moge sie doczekac, gdy go zobaczę.... Jego buźkę, usłyszę serduszko i kiedy lekarz powie, że wszystko w porządku! Nie wiem dlaczego, ale bardzo się boję :( Zastanawiam się czy on tam w ogole jest?

Ale... chyba jest!
Bąbel przecież strasznie jest głodny kolo 22.00 i w weekend koło 8.00 rano (bo przecież w tygodniu dawno jest juz po śniadaniu!). Przypomina też o sobie, gdy robi mi się niedobrze - a z pewnością nie jest to tylko poranek, tylko każda pora dnia i o dziwo - czesto gdy wychodze na świeże powietrze! No... a po piersiach patrząc - zdecydowanie przygotowuja się do produkowania mleka dla urodzonego juz bąbla :) No i muszę przyznać, że ostatnio domek bąbla - czyli moja macica ostro naciska na pęcherz, bo siusiam jak oszalała. Aż mi się znudził widok toalety!

Przytyć? Nie przytyłam wcale. Ale to chyba jeszcze nie tragedia... Zobaczymy co będzie dalej. Mam nadzieję, że Bąblicho jest odporne na te zdarzające się w pracy stresy... Staram się go chronić, ale czy robię to dobrze? Wystarczająco?

Już właściwie neidługo kończy się I trymestr. Jupi!!! :) W jednych poradnikach piszą, że za 2 tyg w innych, ze za tydzień...

W każdym bądź razie dziś zaczęłam 12 tydz ciąży!

wtorek, 24 stycznia 2012

Puk puk! Jest tam kto?

Ostatnio czytałam, że nasze Maleństwo jest wielkości truskawki i waży tyle, co pudełko zapałek... Kurcze straszny z niego jeszcze MALUSZEK!
A ja każdego dnia borykam się z myślami, że tak trudno nadal mi uwierzyć w jego istnienie... Nie czuję go jeszcze przecież, nie słyszę, nie widzę... Ciągle jestem jak w bajce, którą czytam czy oglądam w TV... I tak naprawdę pytania jak się czuję, jak Małe, denerwują mnie, bo ja poza mdłościami i bólem piersi, no i czasem gdzieś bólem w brzuchu nic nie czuje!
Moja niecierpliwość jest okropna :( Sama siebie pytam czy jak już wreszcie będę miała USG, to trochę się uspokoję i sama uwierzę... Obliczyłam sobie, że na USG najlepiej zapisać się 15 lutego, w piątek idę się zapisać. To będzie akurat przed wizytą, a i na pewno między 11 a 13  tyg ciąży. Bo przecież mam wątpliwości od kiedy je liczyć? Od ostatniej miesiączki czy od zapłodnienia. I choć prawie jestem pewna, że od ostatniej miesiączki, to na ostatniej wizycie lekarz mnie trochę zamotał, mówiąc, że jestem w 7. tyg. Bo policzył od zapłodnienia i mam wrażenie, że sam nie był tego świadomy, że tak uczynił... A ja mam tylko dodatkową zagwozdkę :P:P:P

***

Ja.. niecierpliwa mama... przytulam Cię mój Maluszku.... Rośnij sobie zdrowo i spokojnie... Masz tam, gdzie jesteś wszystko, co Ci potrzeba, prawda? Uśmiecham się do Ciebie i już bardzo Cię kocham!

czwartek, 19 stycznia 2012

Karta ciąży już jest!

Ta miłość naprawdę się spełnia!!! To naprawdę się dzieje!!! :) W naszym małżeństwie pojawił się ktoś trzeci, choć jest jeszcze taki malutki... To jego 7 tydzień! Jak ja wytrzymam 38 tygodni? Na pewno aż za bardzo się martwię czy aby wszystko OK... Czy boje mu serduszko czy zdrowo rośnie... A tu lekarz powiedział, że USG między 11 a 13 tygodniem. Ojeju!!!

To dziś była ta pierwsza wizyta u lekarza, który będzie tą moją ciążę prowadził. Dla mnie to takie wyjątkowe przeżycie, coś fascynującego, na co przecież tyle czekaliśmy!!! A było tak... Tak bardzo zwyczajnie... Spytał najpierw, kiedy była ostatnia miesiączka. Mówię, że 22 listopada. Czyli ciąża - stwierdził. Dla niego.... kolejna. Przede mnie i za mną przecież też czekały dziewczyny w ciąży...

No ale nic :) Karta ciąży została założona, mam przyjść za miesiąc - z badaniami - może w między czasie nastąpi ten 11 tydz i zrobię USG!!! I w pracy mam nadzieję, że też nie będą mnie bardzo stresować, bo akurat w tym tygodniu było różnie...  I już miałam pewne obawy... Mam nadzieję, że jednak Maluszek będzie silny i wszystko jakoś razem przetrwamy!!!!

Jak objawy? Piersi czuć :) Mdłości - raczej chwilowe rano, ale wczoraj to trzymały mnie cały dzień, do WC chyba jakoś strasznie często nie biegam.... Zachcianki? Chyba też jeszcze nie, choć dziś po lekarzu wcisnęłam Twixa, a teraz zjadłam 5 małych ptysiów :D A słodyczy ostatnio właściwie nie jadłam....

No... to teraz idę robić obiad dla mężusia - choć raz może wróci po pracy a obiad będzie na stole ;-) trzeba jakoś wykorzystać sensownie wolny dzień :P:P

piątek, 13 stycznia 2012

Dla Kruszynki...

"Ja jako pierwsza pod sercem Cię noszę, ja o Twe zdrowie najgoręcej proszę.
Jestem przy Tobie od pierwszego grama.
Tyś mój świat cały, a Ja... Twoja mam
a..."

wtorek, 10 stycznia 2012

Pierwsza kolęda Maleństwa.

Wczoraj przyszedł do nas ksiądz po kolędzie. Gadka szmatka Antoniego Władka; a co tam u Państwa, a czy praca jest, a ile lat po ślubie... No i jak wyszło, że to już ponad dwa lata, to zaczął dyskretnie pytać wiadomo - o dzidziusia. Mąż nie chciał chyba mu sie przyznać, ale ja od razu wypaliłam, że no wlaśnie nam sie udało, po trochę trwających staraniach. Ksiądz jakoś tak się ucieszył bardzo i od razu wyjął obrazeczek, mówiąc, że to spejalnie dla naszego dziecka, BO ONO JUŻ JEST!!! :)
Tak więc oprócz obrazka dla nas, dostaliśmy drugi - z małym Jezusem, z napisem z tyłu: "Pierwsza kolęda" i tam dalej data i podpis księdza.

Jakos tak mi się ciepło zrobiło na sercu :) Może naprawdę wszystko będzie dobrze? Oby!

Dziś powiedziałam też w pracy i Pani kierownik i dziewczynom. Wszystkie się cieszyły, gratulowały. :)

Oj... Mam nadzieję, że wszystko dobrze się potoczy, ja na razie czuję się bardzo dobrze; lekkie pobolewania brzucha, które częściej mnie niestety martwią no i rano lekkie - bardzo lekkie nudności. A w czwartek prawdopodobnie wizyta u lekarza, tego który chcę, by prowadził moją ciążę. To już 8. tydzień. Więc zleci wszystkie badania i pewnie usg... 

A ja chyba tak naprawdę  uświadomię sobie Dzieciątko, jak usłysze bicie jego maleńskiego serduszka. I modlę się o to, żebym usłyszała! :)