sobota, 13 kwietnia 2013

Brak sił.

Choć wszyscy na czele z M. próbują mi wybić z głowy, mówiąc, że to nieprawda... Ja ciągle czuje się złą matką... nieudolną.... Źle wykonującą swoje obowiązki... także jako żona... Wciąż czuję ten brak sił!!!!! Całą swoją energię wykorzystuję na przebywanie z Poziomą. Tak w dzień jak i w nocy... Więc gdy ona śpi to i ja śpię albo odpoczywam... I mimo, że siedzę z nią w domu - nie mam czasu na codzienny obiad i dbanie o porządek...

Czy to się kiedyś skończy? Czy kiedyś wreszcie to ja będę nad tym panować, a nie to nade mną?? czy kiedyś uda mi się coś zaplanować i to wykonać? Czy muszę czekać do 18-tki naszych dzieci. Tej już obecnej i mam nadzieje tych przyszłych...

Chyba to mi najbardziej ciąży... Że to Młoda wyznacza cały rytm dnia, bądź lepiej nazwać - ten totalny bark organizacji... I wciąż się zastanawiam czy jak ona dorasta to jest choć trochę lepiej?

Boję się gdzieś wyjść z nią zbyt daleko od domu - na zbyt długo.... jeszcze bardziej boje się od niej oddalić... I może nie dlatego, że boje się zostawić ja pod czyjąś opieką, a dlatego, że zaraz będzie marudzić czy płakać i tym sprawi kłopot - bo ten ktoś nie będzie wiedział co robić... Póki co jest mama na ukojenie łez... W myślach mam po prostu drobne bądź większe przerażenie tych, którzy oddają mi ją taką płaczącą nie wiadomo czemu... A co zrobią gdy ja wyszłam gdzieś na dłużej...
I tak to właśnie cyckojad trzyma się nie tylko cycka, ale i pępowiny wcale jeszcze nie odciętej...

No właśnie.... i to karmienie.... Te jedynki górne i dolne, które raz mnie dziabią raz nie.... To wprowadzanie nowych pokarmów małemu alergikowi... ta moja ciągła niewiedza i nieopanowanie - co to uczula? Bardzo boje się, że ją skrzywdzę z tym żywieniem... Chciałabym jak najlepiej, a obawiam się, że nie umiem i nie wiem gdzie szukać konkretnej pomocy.... :(
Ta... jakoś to będzie.. No pewnie, że będzie... Tylko czemu JAKOŚ??

piątek, 12 kwietnia 2013

Nieudolna miłość...

Choć bardzo bym chciała to nie znajduję tego czasu pisać tu wszystko, co czuję... Gdy mała śpi jakoś ciągle brakuje mi sił by się.. hehe wysilić umysłowo.. A gdy w głowie huczą myśli wtedy nie ma jak pisać...

Teraz siedzę i patrze na bawiącą się Poziomkę. Potrwa to pewnie sekundy. Bo zaraz wyciągnie rączki, zamarudzi i będzie ją trzeba wziąć na ręce... O... już się obróciła i zaraz będzie gryźć  dywan... Podkąłdam poduszkę..

Chciałam tylko napisac jak bardzo ją kocham... ja bardzo teraz to odczuwam... choć nadal czuję sie głupia i uważam, że nie potrafię podolac jej specjalnym wymaganiom... chociazby w zakresie żywienia..

A teraz.. już biorę marudkę..

piątek, 8 marca 2013

Zasypianie.

Jeszcze bardzo dobrze pamiętam jak byłam przerażona zasypianiem Poziomki. Tylko przy cycku albo na dworze. Bałam się co będzie gdy nadejdzie zima i tak mroźne dni, że nie będzie można z nią wyjść na dwór... Jak ona zaśnie? Ona będzie cały dzień marudna i niewyspana.. Spędzało mi to sen z powiek...

Aż tu nagle... zaczęło się okazywać, że Młoda potrafi zasypiać sama w łóżeczku. Czasem nawet wieczorem włożona do łóżeczka z otwartymi oczami potrafi bez szemrania.. pójść spać! Często w ciągu dnia jednak pomarudzi, pokwili, popłacze, ale zaśnie.. czasem wieczorami potrafi zrobić niezły koncert, aż serce ściska z bólu, że zasypia z tak mokrymi oczami i z takim wrzaskiem... Ale brakuje pomysłów, gdy jeść już nie chce - więc najedzona, a pierś to nawet nie ssie tylko gryzie... Nic tylko położyć do łóżeczka i uświadomić, że bez cycuszka też da się zasnąć..

Ale i tak najpiękniejsze są te widoki.. Gdy rano, już właściwie o ustalonej porze tak leży w łóżeczku.. Oczka coraz mniejsze... pokwili... może popłacze... popatrzy... posłucha, gdy śpiewam jej "luli luli luli... luli luli la..."

Taka błogość w mojej duszy, że Poziomeczka sobie zasypia... Ja będę miała chwilę oddechu...


poniedziałek, 18 lutego 2013

Uczulenie.

Nasza Zuz - od dziś zwana Poziomką, ze względu na swoje dwa dolne zęby (ogon, uszy, ZĘBY DWA, hej Poziomka, heeeej to ja), a więc Poziomka i M. właśnie drzemią, więc ja mogę coś tu sobie popisać...

Popisać o uczuleniu, którego też mam dość (jak wszystkich niewygód:P), otóż czerwone poliki i szyjka Poziomki to już prawie standard :/ Smutno mi bardzo z tego powodu, bo już nie wiem po czym to. Wprowadzanie czegoś nowego do jej diety to już obłęd. Na jabłko uczulona, teraz dziś dałam marchewkę - ale zanim dałam, to już miała czerwone poliki, co zaraz po karmieniu zauważyłam. I ech... Co ona biedna będzie mogła jeść? Przecież zaraz kończy pół roku!!!! Jakiś czas temu już jej zaczęłam dawać stałe pokarmy - jadła ze smakiem. Ale tak jak moja siostra nie zna historii uczuleniowych - ja postanowiłam dawać podobnie. I cóż? Połączenie jabłka, marchewki i ziemniaka dało czerwone policzki. Ta... Młoda niedoświadczona matka... Teraz dopiero czytam, że po każdym nowym trzeba odczekać tydzień:/ A z Poziomą to już na pewno...

Smutno mi... nie wiem co ona będzie mogła jeść... Jak poradzimy sobie z tą alergią.... Nakupiłam słoiczków... chyba trzeba będzie je sprzedać....

wtorek, 5 lutego 2013

5 - miesięczny Bobas.

Tydzień temu z kawałkiem nasza córka skończyła 5 miesięcy. Ech.... Jak ten czas leci!!! Zajmuje sobą cały nasz czas... :-) Ile razy miałam ochotę siąść tu i coś napisać.... Stety niestety opiekowanie się naszym Spełnieniem zajmuje zbyt wiele czasu. czasem mam wrażenie, że tylko nam... Że wszyscy naokoło mają dzieci bardziej poukładane.... W pewnych kwestiach na pewno tak! Ja muszę wstawać w nocy co 2 godziny... Zasypia praktycznie tylko przy piersi.... I właściwie co uda się ją czegoś nauczyć, zaraz po kolejnych naszych błędach znów wracają stare nawyki.... Naprawdę trudno czuć mi się dobrą matką, gdy wiem, że przeze mnie płacze.... A czasem naprawdę trzeba ten płacz przetrzymać, żeby było lepiej.... Wszystko trzeba przetrzymać... Będzie starsza, będzie gadać, biegać tu... ;-) A teraz jest takim małym brzdącem, który potrzebuje nas na każdym kroku!!!

I cóż... pisze tu, bo Małą udało się uśpić w łóżeczku. Ale co z tego? Nie stać mnie na głębokie refleksje, bo chcę jak najszybciej pójść i coś zjeść korzystając z chwili wolności.... A tak w ogóle.. Ciągle przecież nasłuchuję czy zaraz nie usłyszę płaczu z małego pokoju...

piątek, 16 listopada 2012

Nowa codzienność.

Po domu wałęsają się dziecięce ubranka, na półkach regału można znaleźć dziecięce buciki, szczoteczkę do włosów, kremiki.... Na stole w pokoju gościnnym leżą zabawki i grzechotki. Wciąż jeszcze na to patrzę i nie mogę się nadziwić, że to stało się. Że Zuzik będzie przy nas rósł, uczył się chodzić, mówić.... Broić ;-)

Z naszym prawie już 3 - miesięcznym dzidziusiem różnie to bywa, a początki były trochę trudne... Było wiele płaczu, którego nie rozumieliśmy, który mnie osobiście po prostu denerwował... Bardzo trudno jest i było nie porównywać jej do córeczki mojej siostry, która jest teraz wielkim aniołkiem. Trudno zobaczyć ją gdy płacze, gdy coś jej przeszkadza....
Nasza Zuzinka jest chyba wrażliwcem. Np. teraz gdy nadeszła jesień i trzeba grubiej ubierać nieraz słyszymy histerię, gdy założymy czapeczkę (z kombinezonem jeszcze idzie jako tako) i chcemy wsadzić ją w fotelik samochodowy. Nieraz M. musiał po prostu najpierw uspokoić się na balkonie. Bo przecież jak płacze robi się jej jeszcze gorzej gorąco!

Karmię ją tylko piersią, ale oczywiście nie jest wcale przez to różowo. Ja nigdy nie miałam wątpliwości, że to najlepszy sposób karmienia, ale zachęcając do tego, tak mało można spotkać dobrych rad.... A może? tak trudno ich udzielać bo wszystko jest indywidualną sprawą? Jeśli chodzi o jedzenie bardzo muszę się pilnować... Mleko i produkty mleczne? Zapomnij. Chyba jedynie masło jej nie przeszkadza. Po reszcie - zielone kopki...  Brodawki bolą mnie po dziś dzień. A jestem praktycznie pewna, że dobrze ją przystawiam. Ona ciągnie jak głupia.. Ssie często i długo... A ja miałam płaskie brodawki, więc ona dopiero je wyciąga.... Dlatego nieraz kończyło się moimi łzami... Teraz już łez nie ma, ale nie powiem, że jest bezboleśnie.... I to wspaniałe mleko nie uchroniło ją również przed chorobą. Jak miała miesiąc już zachorowała... Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Choć kaszle ciągle. Pani doktor przy wizytach zawsze ja bada i nic tam w płucach nigdy nie ma. Może mleko jej gdzieś zaleci, może coś...

Ogólnie, zmartwień ciągle wiele..........  A to ten kaszel, a to jakieś zaczerwienienie, a to główki nie przekręca, a to oczko łzawi, a to ciągłe kichanie i zimne rączki, a to przeciągające się zielone kupki....  I tak można by długo wymieniać...  No tyle tego wszystkiego, tyle znaków zapytania.... Szczególnie ten jeden - Czy jesteśmy dobrymi rodzicami - czy jej nie krzywdzimy?

A nasza Zuzia mimo to rośnie i z każdym dniem potrafi więcej i ciągle się zmienia. Już długo potrafi leżeć i patrzeć, uśmiechać się, gadać tak słodko do siebie.... I są dni, kiedy trudno powstrzymać zdenerwowanie, bo brak pomysłów jak sprawić by nie płakała - lub jak się zachować by nie przyzwyczaić ją do noszenia na rękach, ale jest już mało tych dni... I oby jak najmniej. A miłości.... Coraz więcej!!!!

niedziela, 2 września 2012

Zuziolec.

Jest!!!! Kruszynka jest z nami tu na tym świecie!!!! O 2.30 w nocy, 25 sierpnia, przez cesarskie cięcie urodziła się Zuzanka.

Oczywiście wszystko nagle, ale trochę tak jak czułam, przed czasem - znaczy terminem porodu, i.. jak pójdę do spowiedzi... tak jakoś czułam...

W piatek po południu pojechaliśmy do szpitala, ja trochę przerażona, bo śluz zaczął robić sie brunatny i bałam się czy nei odkleja się łóżysko i czy zaraz nie pojawi się krew!!!

W szpitalu okazało się, że to normalny symptom zbliżającego porodu - ponoć odchodzący czop (e?), ale skoro przyjechałam to mnie zatrzymaja, choc moge leżec jeszcze cały tydzień..... Dodatkowo powiedziałam, że z rana czułam mniej ruchów niż zwykle i że to niby powód zatrzymania nas. Ja wielce niepocieszona, ale co zrobić? W nocy aż sie popłakałam, że musze tam leżeć bez M.

Ale.... juz ta noc okazała się ostatnią z Bąblem w brzuchu! Skurcze (jak się później okazało) jeszcze mało bolecne ale już regularne. Więc ja co - po 2,5 godzinach do Pani położnej. Po kolejnym badaniu zawieźli mnie piętro wyżej, tam położyłam się z informacją, że to jeszcze długo... Musi mnie boleć cąły brzuch.... Podłączyli mnie już pod kolejne KTG i.... za chwile odeszły mi wody!!!! a wtedy skurcze bolały oj bolały, a ja się ruszyć nie mogłam.
Wody były zielone - a to chyba dlatego, że miałam w ciązy jakieś zakażenie bakteryjne - zaczęła więc położna badać co tam i jak tam i wtedy zobaczyła, że Babel leży pupą do wyjścia. No więc..... cesarka!!!

Lekarze którzy przyszli do zabiegu patrzyli na mnie kręcąc głową, że niby nie powiedziałam.... A przeciez on przyjmując mnie - po pierwsze miał moje ostatnie usg przed sobą, a po drugie sam przyjmując mnie też powinien zrobić usg. Ale cóż.

Wtedy dopiero mogłam w biegu zadzwonić po M. Choć ciągle pisałam mu smsy jak rozwija się akcja. Jak przyjechał byłam już na sali. Znieczulenie zewnątrzoponowe. Wszystkiego byłam świadoma - więc się cieszę - choć trochę bolało - znaczy te wszystkie zabiegi po wyjęciu Malca. Dziewczynki!

Jak już wywieźli mnie z sali, jeszcze chwile poleżałam i zaraz nam ją przynieśli. JAKI TO BYŁ ŚMIESZNY GNOMIK!!!!! Myślę sobie: "ojojoj" :))) A Zuzia - już od pierwszego przystawienia zaczęła pięknie ssać!!!!

W szpitalu byliśmy 5 dni. Malutka musiała mieć antybiotyk i kroplówki dwie... :( Miała coś z elektrolitami - musieli jej podawać, bo było jakoś za mało.

Ogólnie wypisali ją już zdrową... I mam nadzieję, że tak będzie. Że będzie przybierać na wadze - bo ślicznie ssie (mam nadzieję, że nie za rzadko - bo i tak muszę ja budzić i czasem przerwa jest dłuższa niż 3 godziny).

Takie mamy małe zmagania... czasem boli brzuszek i jest trochę płaczu, ale z reguły jest bardzo grzeczna. Na razie pojawiają się takie małe wątpliwości - co można jeść - bo niby wszystko, ale tego lepiej nie i tamtego też.... Ech. I czy nie za ciepło ubrana czy nie za lekko. Czy jak raz zjadła, a za chwile nie usypia, dalej płacze, ssie rękę to dalej dawać jeść? Czy jej się nie przekarmi? A co z czkawką? Kichaniem? Tysiące pytań. Jutro przychodzi położna może rozwieje trochę wątpliwości...