środa, 24 lutego 2016

Zawsze może być gorzej.

To prawda. Nigdy nie jest tak źle, że nie mogłoby być gorzej. I trzeba sobie to uświadamiać i wtedy łatwiej jest dostrzegać to wszystko co się MA.


Ja np. wiedziałam, że ta jesień i zima będą chorowite. Wiadomo, przedszkole. I fakt jest faktem, że chorzy jesteśmy non stop. Lolek z kataru i kaszlu leczy się na kilka dni by potem kilka tygodni znów glucić. Zuzia jakoś szybciej się regeneruje. Ale za chwilę przynosi nowe...
Ale że ja? Że ja w ciągu miesiąca będę na 3 tygodniowych zwolnieniach?? Właśnie jestem po anginie leczonej dwoma antybiotykami, a teraz mam zapalenie spojówek i wyglądam jak wampir. Pracuję z doskoku i usiłuję nie mieć zaległości. Nie da się. I nigdy nie sądziłam, że to ja będę tak chorować. Że to moje choroby będą sprawiać, że będę na ciągłym zwolnieniu. A jednak.
Zawsze może być gorzej.
Jak mnie pierwszy rzut anginy powalił na łóżko. Jak w domu przez dzień czy dwa nie ruszyłam ręką i nadawał się jedynie na wjazd spychacza... Jak M. biadolił, żebym już czuła się lepiej bo tak bardzo widać brak kobiecej ręki... Tak on dostał anginy i gorączki i przez kolejne dwa dni nikt z nas nie nadawał się do opieki nad dziećmi... I gdyby nie rodzina, którą, dziękować Bogu, mamy blisko i wzięła nasze pociechy - tak chyba chodzilibyśmy po sąsiadach żebrząc pomocy. Bo nie byliśmy w stanie wstać przyrządzić dzieciom czy sobie posiłku.

Ale wiosna tuż tuż... Prawda? I w naszym nowym domu będzie można coś zrobić i może wreszcie będę umiała uwierzyć, że to nasze? Trudno mi na razie cokolwiek planować, choć M. ciągle ogląda kable i kontakty.... Szuka, myśli... Ja tak bardzo zakopana jestem w codzienności. W tym, że z dwójką urwisów nie potrafię nadal nad niczym panować. I wszystko wciąż z doskoku. I już zaczynają znajomi nawet pytać czy ja w ogóle żyję... Żyję. Ale w biegu. I trudno mnie zauważyć.

Nagle przychodzi taki dzień jak wczoraj i dziś. M. na feriach. Wyjeżdża z dwójką dzieci do rodziców. I nagle dom można sprzątnąć w godzinę dwie i za pięć minut nadal jest ten sam porządek! :) Od półtora roku wstałam wreszcie wtedy, kiedy chciałam i do 12.00 czytałam w łóżku książkę. :) Przy takim tempie życia, jaki prowadzimy, właśnie te małe, głupie i przyziemne sprawy dają mi niesamowitą radość :)

Ale patrzę na te wszystkie dziecięce rzeczy w domu, na te ślady dziecięcej obecności... I tak bardzo już za nimi wszystkimi tęsknię....

2 komentarze:

  1. Miłości to ten sezon jest taki koszmarny... Chorują mawet osoby, które już dawno nie chorowały.
    Zapalenie spojówek to koszmar. Musisz dobrze doleczyć, żeby nie było powikłań.
    Ja też ciągle chora. Tylko u mnie wylazły chyba bardziej przewlekłe sprawy więc jeszcze gorzej:)
    Trzymajcie się :*

    OdpowiedzUsuń